KATARZYNA SKROBISZEWSKA

Urodzona w 1976, w Krakowie. W latach 1997-2001 studiowała na wydziale grafiki, Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (dyplom w 2001r. u profesora Zbigniewa Lutomskiego). W roku akademickim 1998/1999 studiowała na wydziale projektowania graficznego University of Art and Design w Helsinkach. Brała udział w warsztatach graficznych INTERPRINT 2000 w Maastricht. W 2001 roku otrzymała I nagrodę w ogólnopolskim konkursie malarskim dla studentów: Skandynawia – światło, przestrzeń, znak. Na dziewiętnastym Festiwalu Polskiego Malarstwa Współczesnego Obrazowanie otrzymała nagrodę ZPAP za obraz Ściemnianie. W 2000 została laureatką stypendium MKiDN, a w 2002 stypendium twórczego Miasta Krakowa. Obecnie zajmuje się malarstwem i grafiką.

 

Wystawy indywidualne

2007 - „Prawie nie wychodzę", Galeria LETO,Warszawa;

2007 - „Prawie nie wychodzę", Art Agenda Nova, Kraków;

2005 - „Patrzcie”, Otwarta Pracownia, Kraków;

2005 - „Nic trwałego”, Baszta Czarownic, Bałtycka Galeria Sztuki Współczesnej, Słupsk;

2004 - „Wszędzie coś chce być widziane”, Galeria Nova, Kraków;

2003 - „Miała się bawić”, Galeria Promocyjna, Warszawa.

 

Wybrane wystawy zbiorowe

2011 - "Ligatura" II Międzynarodowy Festiwal Kultury Komiksowej, Poznań;

2011 - "Gili Gili prezentuje nr 1EYJAFJALLAJOKULL", Galeria Łącznik, Kraków

2011 - "Inny", Galeria Cellar, Kraków

2010 - "Photo/copy/painting", Galeria BWA, Sanok;

2010 - "Kolonie II" Kolekcja Sztuki Współczesnej Fundacji dla Śląska, Rondo Sztuki, Katowice

2009 - "Literatura", wystawa inaugurująca projekt Orbis Pictus, Floriańska

22, Kraków;

2009 - "Entuzjaści" Przypadkowe przyjemności cz. 3, BWA, Katowice;

2009 - "Młode malarstwo z Polski", Galeria Miejska, Berlin;

2008 - Triennale Sztuki Najnowszej, Regionalne Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych w Częstochowie;

2007 - "Some Time of Spaces" , Galeria Antje Wachs , Berlin;

2007 -  „Inspiring humanity”, Galeria ArtSpace, Festiwal Sztuki w Edynburgu;

2006 - „Forma jest pustką”, Fundacja Wschód Sztuki, Fabryka Schindlera, Kraków;

2006 - „Złudzenie widzenia”, Fundacja Wschód Sztuki, Fabryka Schindlera, Kraków;

2006 - „Polska sztuka am main”, Bestregarts, Frankfurt nad Menem; 

2005 - Wystawa pokonkursowa, 7 konkurs im. E. Gepperta, Wrocław;

2002 - Obraz roku, wystawa pokonkursowa, muzeum im. X. Dunikowskiego, Pałac "Królikarnia", Warszawa;

2002 - "Obrazowanie", XIX Festiwal Polskiego Malarstwa Współczesnego, Szczecin; 

2002 - "Ludzie i przedmioty”, Supermarket Sztuki III, Galeria DAP, Warszawa;

2002 - "Look at me”, Novart.pl, Festiwal Młodej Sztuki, Hala Targów, Kraków;

2002 - obraz roku 2001, Wystawa Pokonkursowa, Muzeum im. X. Dunikowskiego, Pałac "Królikarnia", Warszawa;

2001 - "Skandynawia - światło, przestrzeń, znak", Ogólnopolski Konkurs malarski dla studentów, I nagroda, Muzeum im. X. Dunikowskiego, Pałac "Królikarnia",Warszawa;

2000 - 4th student International Art Biennial, Skopie;

 

Nagrody i wyróżnienia

2006 - Stypendium twórcze Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego;

2002 - Stypendium twórcze Miasta Krakowa; 

2001 - I nagroda,"Skandynawia - światło, przestrzeń, znak", Ogólnopolski Konkurs malarski dla studentów, Muzeum im. X. Dunikowskiego, Pałac "Królikarnia", Warszawa;

2000 - Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego 

2000 - III nagroda, "Arches", Ogólnopolski Graficzny Konkurs dla Studentów 

1998/99 - Stypendium socrates - erasmus, Wydział Graphic Design, Uniwersytet Sztuki i Design, Helsinki;

 

Domność 

autorka: Monika Ruszało

www.artpapier.com

 

Wystawa malarstwa Katarzyny Skrobiszewskiej w krakowskiej Galerii Nova jest cyklem obrazów ukazujących wnętrze mieszkania i jego (strukturalne) elementy. „Prawie nie wychodzę” to nieustające próby uchwycenia istoty tego, co sprawia, że dana rzecz jest nią „sama w sobie”, analiza każdej rzeczy z osobna, a równocześnie – synteza całości. Skonstruowana wokół rdzenia, którym jest kategoria kulturowa „Domu” i zarazem ją konstruująca, zgodnie z tym, co twierdzi Martin Heidegger („Budować, mieszkać, myśleć”):

„Związek człowieka z miejscami a poprzez nie z przestrzeniami, polega na zamieszkiwaniu. Stosunek człowieka do przestrzeni jest nie czym innym jak istotowo myślanym zamieszkiwaniem”.

 

1. Dom

Najbardziej charakterystyczną cechą pojmowania przestrzeni przez człowieka jest to, iż nie stanowi ona dlań jedynie poziomu działań praktycznych, a świat „rozpoznany” jest otoczony sferą dotykaną pośrednio – poprzez symbole. Według Danuty i Zbigniewa Benedyktowiczów („Dom w tradycji ludowej”) takim symbolem oraz kategorią interpretacyjną, dzięki której można zrozumieć zjawiska kultury, jest dom. Dom jest strukturą wyobraźni organizującą, porządkującą obraz świata, doświadczenie świata i doświadczenie egzystencjalne człowieka. Dom jako mieszkanie człowieka, miejsce narodzin i śmierci jest modelem uniwersalnym w budowaniu obrazu Wszechświata (imago mundi), stanowi jego centrum („pępek świata”), symbolizuje kosmiczny ład. Ciało ludzkie, a później dom wyznaczają podstawowe egzystencjalne doświadczenie w porządkowaniu świata. 

W malarstwie Katarzyny Skrobiszewskiej objawia się pewna archetypiczna struktura – kategoria Domu jest tutaj podstawowym kluczem interpretacyjnym. Artystka kondensuje wnętrze Domu w jednym pomieszczeniu, jakby wracając do pierwotnej organizacji przestrzeni, którą stanowił przestwór (jednej) izby – „kuchni”. Jej funkcję we współczesnej, zdesakralizowanej – przynajmniej w naskórkowej warstwie – przestrzeni domowej przejmuje pokój (pozostawiając kuchni akcydentalną użytkowość). Jest to „pokój (do) życia”, (living room). W tym pomieszczeniu bytuje się: śpi, pracuje, ociera o drugiego człowieka, co zresztą jest eksplikowane wprost w tytule wystawy. 

 

2. Rzeczy i atmosfera

Ascetyczny wystrój trzech przestrzeni Galerii, w której odbywa się ekspozycja obrazów Skrobiszewskiej: białe ściany, popielata podłoga, metaliczne opakowania dla rur i przewodów, wchodzi w dialog pracami artystki – obrazami o małym formacie, jednakowej wysokości, minimalistycznej gamie barwnej. W tych bielach, szarościach i beżach martwych (?) przedmiotów, silniejsze, wręcz jaskrawe jawią się porzucone, skłębione ubrania, pościel, ślady ludzkiej obecności. Jednak to właśnie te martwe, nieczułe – zdawać by się mogło – rzeczy organizują świat, w którym czujemy się bezpieczni, o którym możemy powiedzieć: „nasz”. Czy na pewno martwe? Artystka odnosi się z wielkim szacunkiem do prywatnego życia sprzętów. Portretując stół i lampę z abażurem, regał, komputer oraz żelazko, nie czyni tego w sposób inwazyjny, a wręcz pozwala im istnieć „po swojemu”. 

Nastrój obrazów przywodzi na myśl krajobrazy wnętrz domów malowanych przez niderlandzkich mistrzów XVII wieku. Jak zauważa Zbigniew Herbert („Martwa natura z wędzidłem”) Holandia to „królestwo rzeczy”, „wielkie księstwo przedmiotów”, w którym: „zamawiano wizerunki i portrety przedmiotów, aby potwierdzić ich istnienie, przedłużyć trwanie”. 

Jeszcze silniejsze jest skojarzenie z malarstwem Duńczyka Vilhelma Hammershøi („Promienie słońca” lub „Słoneczne światło” z 1900 roku; „Białe drzwi” lub „Otwarte drzwi” z 1905 roku.). Bliźniaczość monochromatycznych wnętrz (mieszkań obojga artystów) wraz z ich atmosferą nasyconą pustką i ciszą, urządzonych w surowym stylu, wydają się tym bardziej niezwykłe w kontekście dystansu przestrzennego i czasowego, jaki istnieje między dziełami Hammershøia i Skrobiszewskiej. 

 

3. Chwytanie przestrzeni

Ujęcia przywodzą na myśl kadry fotograficzne, co przemawia także za słusznością poszukiwania źródeł inspiracji u Hammershøia, który, zgodnie z tendencją XIX-wiecznych malarzy realistów, wykorzystywał w swej pracy zdjęcia. Zarazem odsyła znów do XVII – wiecznych Holendrów, stosujących urządzenie zwane camera obscura, prekursorskie wobec aparatu fotograficznego.

Jedno wnętrze zostało rozbite na trzy pomieszczenia Galerii i dopiero w tym rozbiciu jednoczy się. Mamy możność obserwować to wnętrze zarówno od środka, jak i z zewnątrz, zawsze fragmentarycznie. W tym drugim przypadku, stojąc w oświetlonym pomieszczeniu, patrzymy poprzez uchylone drzwi na pokój zatopiony w ciemności. Spoglądając w mrok dostrzegamy meble i sprzęty ocienione, wyciszone. Naszym oczom ukazują się wąskie pasy przestrzeni rozwijającej się w głąb, poucinane krawędziami obrazów fragmenty mebli. Tak często pojawiające się tutaj wpółotwarte drzwi ograniczają, ale i otwierają nasze postrzeganie „czegoś całkiem innego”.

Drzwi do domu – w tym wypadku pokoju – to punctum minoris resistentiae, miejsce najmniej odporne w razie ataku z zewnątrz, zgodnie z wykładnią widzącą w drzwiach, czy oknach domu miejsca graniczne, mediacyjne. Przez granicę dokonuje się przepływ istnień i energii życiowych między różnymi poziomami Kosmosu (zgodnie z ideą Mikrokosmosu, istnieje nieskończona liczba lokalnych centrów oraz granic, co najjaskrawiej uwidacznia się właśnie w koncepcji Domu). 

 

4. Słowa i ich moc.

Pod niektórymi z obrazów pojawiają się zdania o statusie, można by rzec, wyjątków z Księgi: „Obawiałem się, że światło zniknie”, „Ego musi odejść”, „Wziąłem to za znak”. Szczególnie przykuwa uwagę obraz znajdujący się na końcu środkowego rzędu w pomieszczeniu, które oglądamy jako pierwsze. Poprzedzają go dwa obrazy „przygotowawcze”. Pierwszy z nich ukazuje okno i zarys widoku z okna odbite w szybie regału, która tutaj staje się lustrem. Wnętrze ciała ludzkiego nawiązuje kontakt z zewnętrzem poprzez oczy. Okna stają się zatem „oczami domu”, poprzez które ogląda się to, co znajduje się poza bezpieczną przestrzenią domową. Uważane są także za „zwierciadła duszy”, gdyż zaglądając przez nie do wnętrza, można dostrzec skrywane tajemnice. Drugi – to niedopowiedziany „pejzaż wnętrzny”: zawieszony na ścianie – obraz czy lustro? Wydaje się, iż w tym punkcie ekspozycji otwiera się szczelina. Magiczna triada: okno – lustro – obraz ofiarowuje łaskę transgresji, która niebawem nastąpi. 

Wyżej wspomniany obraz: wnętrze (galerii?) z zawieszonymi na ścianach obrazami, otwierające się ku ciemnemu korytarzowi, nad którego wejściem umieszczono listwę w pomalowaną w ostrzegawcze żółto-czarne pasy. Oglądamy je przez pryzmat metalowej siatki znaczonej tęczowymi plamkami słonecznego światła. Obraz ten zyskał komentarz: „Bramy niebios znajdują się wszędzie”.

Miejsce święte stanowi przerwanie jednorodności przestrzeni, jak konkluduje Mircea Eliade w rozprawie „Sacrum, mit, historia”: „w świętym kręgu możliwe jest nawiązanie łączności z bogami; muszą więc istnieć jakieś ‘drzwi’ prowadzące ku górze, przez które bogowie mogą schodzić na Ziemię, a ludzie – symbolicznie wstępować w Niebiosa”. 

Eliade przywołuje tu opis objawienia się tego miejsca i – obecności bożej, w czasie którego pojawiają się obrazy jednocześnie Domu i Bramy. Świątynia, która jest „Wrotami Bożymi” pozwala na łączność z transcendencją, zaś według Gerardusa van der Leeuwa („Fenomenologia religii”), „Dom i świątynia są zasadniczo jednym”. W pracach Skrobiszewskiej sublimacja archetypu dokonuje się poprzez wcielenie go w przestrzeń „codzienną” z jej wszelkimi atrybutami. Jednocześnie bez trudu odczytujemy w „zwyczajności” podstawową triadę, ale i przestrzeń tę widzimy przez siatkę (znaczeń konwencjonalnych). Potwierdza to tezę Gastona Bachelarda („Dom rodzinny i dom oniryczny” w zbiorze „Wyobraźnia poetycka”), iż: „Dom to archetyp syntetyczny, archetyp, który uległ ewolucji”.

 

5. Światło

Obraz i słowo splatają się ze sobą szczególnie w serii obrazów znajdujących się w pomieszczeniu drugim Galerii, co uwiarygodnia tezę o fenomenologiczności poszukiwań Skrobiszewskiej: „Zwęglone resztki”, „Czy są tam jakieś rzeczy”, „Jeśli są tam jakieś rzeczy” – brzmią podpisy trzech z sześciu obrazów, których rozmiary są identyczne. Powtarzanie ujęć w zmiennym (choć w tym przypadku zawsze sztucznym) świetle przywodzi na myśl zabiegi impresjonistów, malujących w zmieniających się warunkach atmosferycznych (dość wspomnieć Claude’a Moneta i jego cykl wizerunków katedry w Rouen, tworzonych w latach 90. XIX stulecia). Twórczość Skrobiszewskiej jest więc w tym względzie swoistym (we)wnętrznym impresjonizmem. 

Sekwencje bezruchu, którego nie jesteśmy w stanie zgłębić z uwagi na dany nam z natury rzeczy „dynamizm”, poruszenia oka, drżenie ręki. Majaczące kształty zatopione w permanentnej ciemności, a później nagłe i bezlitosne wrzucenie w światło – sztuczne, niosące znamienne sensy. Gaston Bachelard mówi: „Weźmy na przykład dom, w którym – gdy tylko zapada zmrok - zapala się światło, chroniąc nas przed nocą. Od razu czujemy, że jesteśmy na pograniczu wartości nieświadomych i wartości świadomych, że mamy tu do czynienia z jakimś istotnym punktem oniryzmu związanego z domem”.

 

6. Przestrzeń chwytająca

Wreszcie, powracając do kwestii rozlokowania obrazów w przestrzeni Galerii i jej istotności, w pierwszej z trzech sal, trzy rzędy obrazów na ścianie lewej umieszczono naprzeciw prawej ściany z jednym rzędem prac. W tej przestrzeni wytwarza się oś, wyraźny jest dialog między pracami. Pomieszczenie drugie to dialektyka pustej ściany po lewej stronie oraz ściany prawej – z rzędem sześciu obrazów. Ta teza i antyteza dają syntezę w sali trzeciej. Znajduje się tutaj zaledwie jeden obraz – na środku prawej ściany. Stopniowa eliminacja ilościowa obrazuje fenomenologiczną redukcję eidetyczną, czyli proces dochodzenia do istoty tego, co jest dane. Co intrygujące, równowaga pionów i poziomów stanowiących strukturę obrazów, zostaje przy końcu zakwestionowana: 

 

„masz teraz

pustą przestrzeń 

piękniejszą od przedmiotu

piękniejszą od miejsca po nim

jest to przedświat

biały raj

wszystkich możliwości

możesz tam wejść

krzyknąć 

pion – poziom

 

uderzy w nagi horyzont 

prostopadły piorun

 

możemy na tym poprzestać 

i tak już stworzyłeś świat”

(Zbigniew Herbert „Studium przedmiotu”, fragm.)

 

Poprzez opis i analizę dochodzi się do czegoś, co jawi się jakby powrotem do punktu wyjścia. Ale ten punkt nie jest już tym samym, który istniał na początku. Oto puenta oczyszcz(a/e)nia w procesie syntezowania. Zmienił się kąt patrzenia – w tym przypadku wręcz dosłownie. Obraz, pod którym umieszczony jest podpis brzmiący: „Mało wyjść” ukazuje masę kolorowych śmieci w niebieskim plastikowym worku, wystawioną za próg – kolejne obok okna, drzwi miejsce mediacji między orbis exterior i orbis interior. Pojawia się linia diagonalna, niby przypadkowo (nie)ustawiony kadr. Roz-Pęknięcie stworzonego-doskonałego świata.

 

 

Prawie nie wychodzę

autorka: Karolina Żaba

www.teksty.bunkier.art.pl

 

Nowe prace Katarzyny Skrobiszewskiej prezentowane przez galerię nova tworzą, jak zawsze u tej artystki, spójny cykl obrazowy. Po wystawie Patrzcie jest to kolejna seria przeznaczona do kontemplacji. O ile jednak poprzednie obrazy koncentrowały się na procesie obserwacji, uważności i zmuszały widza do chwili skupienia, o tyle nowe płótna w znacznej mierze stanowią efekt osobistych rozważań malarki. 

Wystawa mogła wyglądać zupełnie inaczej. To, co oglądamy w ramach prezentacji Prawie nie wychodzę jest w pewnym sensie „skutkiem ubocznym” przygotowań do przedsięwzięcia, jakim był udział w wystawie Forma jest Pustką – Pustka jest Formą (Fabryka Schindlera, 2006): Skrobiszewska planowała serię obrazów przedstawiających mnichów chrześcijańskich i buddyjskich, przy pracy posiłkując się pismami mistyków obu tradycji (artystka przyznaje się do inspiracji obrazem Fra Angelico oraz wschodnią miniaturą Asketen im Opiumrausch, zobaczonymi w Berlinie – tym, co zwróciło jej uwagę było niezwykłe użycie światła w obydwu dziełach). W trakcie tworzenia jednak koncepcja samoistnie uległa zmianie i w efekcie powstał cykl składający się z „obrazów nie WYMYŚLONYCH, ale ZOBACZONYCH, doświadczonych” przez artystkę (do ekspozycji w Fabryce zostały ostatecznie wybrane inne prace).

Przygotowania do wcześniejszej prezentacji dały Skrobiszewskiej okazję do zetknięcia się z różnymi systemami filozoficznymi, można konkludować, że ma to wyraźne przełożenie na aktualne dokonania prezentowane w galerii. Zaczerpnięte z rozmaitych źródeł hasła mówiące, że: „alternatywą dla tych dwóch stanów duszy (radości i rozpaczy) jest szara strefa ducha, jałowa codzienność, najzwyklejsze trwanie, monotonia zajęć”, a „czas najzwyklejszy jest czasem najcenniejszym” przybliżają przyczyny, dla których artystka zdecydowała się przedstawić przestrzeń, w której rozgrywa się jej codzienność.

Największy wpływ na obecny kształt cyklu Prawie nie wychodzę miała jednak powieść E. Ionesco Samotnik (objawia się to w niektórych tytułach, będących wręcz cytatami z powieści - „Obawiałem się ze światło zniknie”, „Wziąłem to za znak”). Zauważalne paralele między losami głównego bohatera (wiek – około 30 lat, przeprowadzka) i analogicznymi przeżyciami Skrobiszewskiej pozwalają się domyślać, że malarka w pewien sposób się z nim utożsamia. Kluczowy dla wystawy fragment książki brzmi: „mam metodę, żeby wydobywać się ze smutku albo z trwogi, ale działa nie zawsze. Metoda polega na tym, żeby wpatrywać się w otaczające mnie przedmioty, w ludzi, z możliwie jak największą uwagą. Wczepiać się w to. Patrzę bardzo, bardzo uważnie i nagle jakbym widział wszystkich tych ludzi i świat po raz pierwszy. A wtedy staje się to niepojęte i dziwaczne.”

Cytat ten opisuje postawę nie tylko tytułowego samotnika, ale również samej malarki. Zmiana otoczenia, a więc w pewien sposób rozpoczęcie nowego etapu życia, jest okazją do spojrzenia wstecz i rozprawienia się z przeszłością. „Mając trzydzieści lat należy wycofać się z życia” stwierdza filozoficznie bohater powieści. Tak jak postać z Ionesco znajduje się gdzieś obok, poza namacalną rzeczywistością, tak samo Skrobiszewska podejmuje próbę spojrzenia na to, co ją otacza, z dalszej perspektywy. Jest na to sposób: im mocniej wpatrujemy się w dany obiekt, tym bardziej można się zdystansować do przedmiotu obserwacji. Jak okaże się poniżej, jest to równocześnie swoista podróż wgłąb siebie, samoanaliza.

Rozmieszczenie obrazów w przestrzeni, jaką oferuje galeria nova nie jest dziełem przypadku. Jak mówi artystka: „po namalowaniu kilkunastu obrazów zauważyłam, że kolejne zaczynają pasować do siebie, układać w konkretny wzór, którego sens trudno mi było odczytać”. Układ ten, powstały w trakcie tworzenia, zachowano. W pierwszej sali, gdzie zgromadzona jest większość obrazów, kluczem kompozycyjnym jest półkoliście wznoszący się układ jasnych punktów, prowadzący wzrok od jasnego klosza żyrandola aż po odbicie zasłony w lusterku, przechodzący przez jasny punkt płótna „Wziąłem to za znak” oraz poświatę w „Ego musi odejść”. Co ciekawsze, postać wychodząca z obrazu „Ego…” (mogąca stanowić metaforę postaci artystki, notabene tytuł luźno nawiązuje do tytułu wystawy) wydaje się przenikać do pracy wiszącej obok, wchodzić do innego wnętrza. Dolny rząd, dzięki zabiegowi umieszczenia na skrajnych miejscach obrazka przestawiającego woreczek foliowy, popularnie zwany „siatką” oraz symetrycznie odpowiadającej mu pracy z prawdziwą, tkaną siatką zasłaniającą wejście do garażu, zyskuje kompozycję klamrową.

Środkowe pomieszczenie eksponuje sześć prac, ukazujących w sumie dwa motywy w proporcji 4:2. Cztery pierwsze, tworzące mały cykl w cyklu (trochę na zasadzie powieści szkatułkowej w literaturze, gdzie w jednej historii opowiedziana jest druga) pokazują właściwie jedno ujęcie pogrążonej w ciemności pracowni, ale w lekkiej, zaledwie wyczuwalnej translacji; przesunięciu, podobnym kolejnym kadrom na taśmie filmowej; różnią się jedynie sposobem oddania szczegółów.

Ostatnia sala zarezerwowana jest dla obrazu „Mało wyjść”, będącego najbardziej wyrazistym reprezentantem a zarazem streszczeniem całej serii. Analizując tytuł, „Mało wyjść” jest w zasadzie równoważne stwierdzeniu, że „Prawie nie wychodzę”. Jako przenośnia może to również oznaczać niedostateczną ilość opcji rozwiązań danej sytuacji. Sam obraz, przedstawiający niebieski worek na śmieci z poupychanymi w środku rzeczami (starymi zabawkami), stojący w przejściu zaraz za drzwiami, oznacza dla artystki chęć rozliczenia się z przeszłością, co wiąże się z uporządkowaniem pewnych do tej pory niezałatwionych spraw czy też rozwiązaniem trawiących problemów. W ten sposób obrazek, mówiący o rzeczach dotyczących prywatnego życia artystki staje się niejako uniwersalny, każdy z nas przecież czasem czuje potrzebę poukładania swego życia. Wyjątkowa tutaj ukośna pespektywa, z jakiej wykadrowane jest ujecie ma być odzwierciedleniem znużenia, a nawet poddania się wobec, jak sam tytuł wskazuje, niemożności rozwiązania niewygodnej sytuacji. Jak widać przejście między tym, co osobiste, a uniwersalne jest płynne.

W warstwie formalnej artystka wyraźnie korzysta zarówno ze swoich doświadczeń z hiperrealizmem, technicznej doskonałości, jak i wniosków wyciągniętych z powidokowego, wrażeniowego malarstwa; jednakże efektem tego jest zupełnie nowa jakość, sytuująca się niejako w opozycji do poprzednich serii. Nie znajdziemy tutaj bowiem gładkich, lśniących, chromowanych powierzchni charakterystycznych dla przesyconych światłem przedstawień limuzyn – wręcz przeciwnie, pojawiają się matowe, niemal szorstkie materie, prawie wyprane z koloru, operujące jedynie subtelnymi niuansami w odcieniach szarości.

Kolejnym punktem zbieżnym z wcześniejszą serią „Patrzcie” jest zagadnienie światła, choć paradoksalnie, większość z najnowszych prac cechuje ciemność - jako próba ukazania wrażenia pojawiającego się po odwróceniu oczu od źródła światła lub przy wejściu do pogrążonego w mroku pomieszczenia, zanim jeszcze wzrok przystosuje się do nowych warunków. Najbardziej niezwykły jest motyw pojawiający się kilkakrotnie w nowych obrazach: światło odbite przez lusterko (to ten jasny niezidentyfikowany punkt na jednym z płócien), które z kolei rzuca poświatę na ścianę (na innym obrazie) lub zostaje zwielokrotnione przez kolejne odbicie w oszklonym kredensie. Przywołuje to na myśl Platona i jego opis relacji zachodzących między światem rzeczywistym a światem idei (aczkolwiek w swych porównaniach posługiwał się raczej zjawiskiem cienia): światło, blask, który widzimy jest tylko odbiciem, pochodną, prawdziwe źródło światła jest ukryte, poza zasięgiem wzroku. To, co obserwujemy, jest wtórnością względem prototypu, będącego gdzieś indziej. W ten sposób nowe obrazy wydają się stanowić bezpośrednią kontynuację poprzednich dokonań Skrobiszewskiej, badających problemy związane z widzeniem.

Motyw wpółotwartych drzwi znany jest już z wcześniejszej, czarnej serii. Pokryte grubą warstwą białego lakieru, z klarownymi pionowymi i poziomymi podziałami prowadzą do całkiem innego świata: prezentowane wnętrze jest ciemne, na pierwszy rzut oka nieprzyjazne i osaczające potencjalnego gościa, pełne nieuporządkowanych materii i sprzętów w przypadkowym układzie. Różnica w fakturach jest prawie namacalna.

Poszczególne części cyklu malowane są o rozmaitych porach dnia, w kolejnych obrazach można zaobserwować znaczne różnice w walorze oraz intensywności kontrastu między drzwiami a tym, co w głębi. W efekcie wnętrze, jak i rekwizyty w nim się znajdujące za każdym razem zyskują nowy wymiar (podobnie kilka wersji żyrandola, wraz z cieniami rzucanymi na sufit).

Poprzez analizę elementów otaczającego świata, upartego ich powtarzania i przetwarzania, Skrobiszewska dąży do wydobycia maksymalnej liczby znaczeń, znalezienia nowych aspektów; każdy przedmiot może być odbierany w różnoraki sposób w zależności od warunków. „(…) Przypomniało mi to dom o wielu pokojach – labirynt. Tak, jak śni się nam czasem, że wchodzimy do własnego mieszkania, które niepokojąco się rozrasta, znajdujemy wciąż nowe, nieznane nam pokoje i gubimy się w nich” – mówi Skrobiszewska. Oniryczna atmosfera przywołuje uczucie obcości, niepewności, a nawet zagrożenia w teoretycznie znanym miejscu. Kolejne przestrzenie otwierają się i reprodukują swe oblicza niczym fraktale. (Na marginesie, motyw ciemnego pokoju, zagadnienia związane ze snem można swobodnie skojarzyć z bardzo popularną ostatnio książką H. Murakamiego „Kronika ptaka nakręcacza”. Rzeczywiście, artystka przyznaje, że zetknęła się z pozycją w czasie tworzenia cyklu; można tu wskazać jeszcze jedno, być może nawet nieuświadomione, źródło inspiracji).

Tytuł: „Prawie nie wychodzę” – pod którym kryją się impresje związane z pracownią artystki, jej prywatnym światem - nie jest wyabstrahowany z rzeczywistości; miejsce pracy jest zarazem jej samotnią, enklawą, miejscem odosobnienia. Wnętrze, którego ascetyczność jest uderzająca (minimalizm, niemalże ubogość staromodnych, nieskomplikowanych designersko sprzętów), stanowi entourage towarzyszący powstawaniu prac Skrobiszewskiej. Przedstawienie przez artystę przestrzeni będącej tłem jego twórczych poczynań, mającej status nieco podobny laboratorium – czyli miejsca kreowania czegoś nowego – w tym wypadku sztuki, jest aktem odwagi. Wnętrze pracowni zazwyczaj mówi o artyście bardzo wiele ( można powiedzieć „pokaż mi swą pracownię, a powiem ci, kim jesteś”). Relacje te działają jednak w dwie strony: miejsce pracy świadczy o artyście, zdradza niektóre cechy jego osobowości, lecz równocześnie może być czynnikiem generującym pewne stany emocjonalne, a nawet stymulować kształt jaki przybierają powstałe tam dzieła, nadając twórczości charakterystyczny rys. W tym przypadku drzwi mogą pełnić rolę granicy oddzielającej sferę publiczną od strefy prywatnej; otwarcie ich by pokazać obcym, przypadkowym osobom, co kryją, może być traktowane jako metafora transgresji między sacrum a profanum, które tutaj wzajemnie się przenikają.

Z drugiej strony całkowite obnażenie własnego „ja” na kształt wyrafinowanego ekshibicjonizmu wydaje się być w opozycji do będącego tytułem jednej z prac stwierdzenia, że „ego musi odejść”, które po trosze jest podpowiedzią jak czytać całą wystawę. Artystka zdaje się chcieć pogodzić te dwa sprzeczne komunikaty: obrazy Skrobiszewskiej pokazują coś, a jednak nie do końca; równie dużo jak pokazane, jest zasłonięte. Większość ujęć malowana jest zza progu, z drzwiami zaledwie uchylonymi, lub przy minimalnej dawce oświetlenia – tak, by pozostawić jak największą część ukrytą, w sferze niedopowiedzenia. Albo, trochę przewrotnie - drzwi, znajdujące się teoretycznie bliżej patrzącego z premedytacją namalowane są w sposób nieostry, z kolei rzeczy w głębi, tam gdzie naturalnie powinna skupiać się ostrość, również nie dają się w pełni ogarnąć z powodu zaciemnienia pomieszczenia. Warto zauważyć, że Skrobiszewska polemizuje ze znanymi z historii sztuki typowymi przedstawieniami pracowni artystów (niezliczone rekwizyty, bogate tapiserie, atrybuty i narzędzia poświadczające profesję): opróżnia przestrzeń z nadmiaru przedmiotów, nie stara się też olśnić wyszukanymi efektami malarskimi. Postać samej artystki nie pojawia się, brakuje też specyficznych, osobistych akcentów, które sugerowałyby widzowi, kto jest rezydentem pokazanego wnętrza. Jest to swoisty unik, niechęć do całkowitego obnażenia się przed odbiorcą, który w zasadzie jest trochę intruzem; pragnienie zachowania jak najwięcej ze swojej prywatności dla siebie.

Rzeczywiście, sama artystka traktuje wnętrze jako metaforę duszy; proces powstawania cyklu stanowił dla niej swoistą autoterapię: „wnętrze mieszkania może być obrazem mojego wnętrza, psychiki, w której ciemności wchodzę. Muszę wytrzymać tę ciemność, dopuścić do siebie to co trudne, żeby to poznać, oswoić, a smutek wyprowadzić na zewnątrz. Na razie stoję tak jakby w przejściu, w którym nie można pozostać”. W ten sposób malarka ujawnia swą niezdefiniowaną do końca postawę, zostawiając możliwość ewentualnego odwrotu.

 

49 50 51 54 56 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 71 72 74 75 76 77 78 79 80 81 82

TOP