MICHAŁ CHUDZICKI

Michał Chudzicki (ur. 1983, pochodzi z Urzędowa). Ukończył ASP w Krakowie, dyplom w 2011 roku w pracowni prof. Leszka Misiaka. Współzałożyciel kolektywu Roboczogodzina. Twórca postaci Bruno Larek (1901-1936).

Wystawy indywidualne:

2014 Poltergeist, Galeria Instytutu Polskiego, Düsseldorf 

2013 Opowieść o tych i o tamtych, Bunkier Sztuki, Kraków

2013 Katalog dzieł nieistniejących, CSW Zamek Ujazdowski, Warszawa

2012 Bruno Larek, Podróż, eksperyment i zabawa, Galeria Biała, Lublin

2012 Bruno Larek, którego nie było, Galeria Instytutu Polskiego, Düsseldorf

2011 Trudno to wyjaśnić, Galeria (-1) Centrum Olimpijskie PKOI, Warszawa

2010 Okno, Art Agenda Nova, Kraków

 

Wystawy zbiorowe:

2016 KREW/WERK, Fundacja Galerii Foksal, Warszawa

2015 Palindrom, Państwowa Galeria Sztuki,  Sopot

2014 biala.art.pl, Galeria Biała, Lublin

2013 Pamięć. Rejestry i terytoria, Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków

2012 Kolektyw Roboczogodzina PUDŁO!, Grolsh ArtBoom Festival, Kraków

2012 No Budget Show 4, MOCAK, Kraków

2011 Tribute to Fangor, BWA, Warszawa

2011 In Dark Woods, HangArt-7 Salzburg


 

Artykuł e-splot, luty 2011

Artykuł ArtBaazar, kwiecień 2010

 

Do liceum plastycznego chodziłeś w Zamościu… Studiujesz na ASP w Krakowie w pracowni prof. Leszka Misiaka (którą wcześniej ukończyli inni „zamojscy” malarze – Jakub Julian Ziółkowski i Tomasz Kowalski – przyp. AB)… I w końcu od początku 2009 roku zacząłeś tworzyć surrealistyczne prace. Chcesz dołączyć do „zmęczonych rzeczywistością”?

W Zamościu mieszkałem przez pięć lat w czasie nauki w liceum plastycznym, ale pochodzę z Urzędowa, na Lubelszczyźnie. Czuję się w jakiś szczególny sposób związany z tą częścią Polski. Miejsce, w którym się wychowałem dało mi możliwość bliskiego kontaktu z przyrodą, co w dużej mierze mnie ukształtowało, a także przez długi czas było inspiracją dla mojej sztuki. A jeśli chodzi o rzeczywistość… ona nas otacza, mamy ją na co dzień. Można się zmęczyć i znudzić… Naturalnie jednym ze sposobów ucieczki jest zanurzenie się w świat wyobraźni. Nie czuje potrzeby komentowania rzeczywistości. Oczywiście, rzeczywistość może być inspirująca, ale wolę ją przekształconą na swój własny język plastyczny. Pierwsze prace w duchu surrealistycznym powstawały jeszcze przed 2009, ale do szuflady. Ta zmiana nie nastąpiła nagle, trwało to jakiś czas. Najpierw musiałem się zmęczyć realizmem, który stopniowo poprzez coraz dalej idące deformacje przestawał być realizmem. W pewnym momencie twórczości przychodzi czas na pewne ‘samookreślenie się’ (co nie wyklucza dalszego rozwoju i zmian z niego wynikających). Wypisałem więc piętnastu najbardziej inspirujących mnie artystów z różnych dziedzin sztuki. Okazało się, że większość na liście stanowią artyści kojarzeni z surrealizmem i abstrakcją, m.in: Max Ernst, Pieter Breugel, Joan Miro, Pablo Picasso, Hieronimus Bosch czy Mark Rothko. Również znalazł się tam Jakub Julian Ziółkowski, który niewątpliwie miał większy wpływ na mnie, niż niektórzy z wyżej wymienionych. To wszechstronny artysta i myślę, że ograniczanie go przez wkładanie do szufladki pod nazwą ’surrealizm’ jest niewystarczające. Mimo tak młodego wieku ma już ogromny dorobek artystyczny, różnorodny i fascynujący.

Może nasze pytanie zabrzmiało mocno. Ale wybacz – nurt surrealizujący jest dziś w młodej polskiej sztuce modny, więc u kolekcjonera pojawia się pytanie, czy to nie koniunkturalny wybór?

Właśnie, mówi się o modzie na surrealizm. Podobnie o wielkim powrocie abstrakcji. Myślę, że ta sztuka była ciągle. Oczywiście, z jakiegoś powodu mniej widoczna. To samo tyczy się hiperrealizmu, który co jakiś czas pojawia się w nowych odsłonach, ale ciągle jest. Nie mówi się o modzie na hiperrealizm. Teraz nie ma dominującego kierunku w sztuce. Przez to jest ona tak fascynująca. Wiesz, kiedyś jakaś grupa czy kierunek w pewnym sensie ukierunkowywała główny nurt sztuki. Teraz artysta skazany jest na jakiś wybór i niestety szybko zostaje zaszufladkowany. W muzyce jest tak, że zamiast szufladkować, wymyślane są nowe nazwy dla tego, co już dawno zostało wymyślone i nazwane. Według mnie żaden ze sposobów nie jest dobry, ale ludzie mają wrodzoną potrzebę nazywania wszystkiego, co się wokół nich dzieje.

Skąd czerpiesz inspiracje? Mam na myśli nie tylko sztuki plastyczne, bo o artystach już mówiłeś, ale też muzykę czy literaturę…

Najbardziej spoza sztuk plastycznych inspiruje mnie film. W zasadzie to również ruchome obrazy… Od ekspresjonizmu niemieckiego, przez animacje po twórczość Tima Burtona, którego filmy, ich warstwa wizualna trafiają w moje plastyczne upodobania. Uważam, że kino to dobre medium do kreowania nadrealnych światów i historii. Muzyka jest dla mnie ważna, towarzyszy mi, mojej pracy, ale raczej nie jest tym, co mnie inspiruje, jest obok. Traktuję ją niekiedy jako możliwość oderwania się od pracy plastycznej, a chyba najbardziej dobitnie objawia się to w mojej bardzo amatorskiej grze na instrumentach.

Silnie obecny jest u Ciebie motyw przemijania, rozkładu. Niektóre z postaci, szczególnie te z kolaży, wręcz wydają się „wycięte” z Bacona. Skąd u Ciebie zainteresowanie tym tematem?

Myślę, że jest to oswajanie się ze świadomością przemijania i ze strachem przed kalectwem i starością. Ta tematyka pojawia się także w moich rysunkach, w których postacie zostają pozbawione kończyn. Pewnie jest to jakiś sposób na zmierzenie się z głębokimi lękami. Z drugiej strony fascynuje mnie przywracanie na nowo tego, co już przeminęło. Robert Kuśmirowski robi to w genialny, dobitny sposób. Ja staram się czerpać z dawnej sztuki cytując jej fragmenty lub zupełnie ją przekształcając. W tej dziedzinie mistrzem pozostaje Pablo Picasso.

Może Ciebie to zaskoczy, ale te kolaże też wydają mi się nieodległe od prac Andrzeja Wróblewskiego, szczególnie tych „anatomizujących” ciało (choćby Portret wewnętrzny, Rozdarte plecy i inne). Jaki wpływ na Ciebie ma (lub miał) Wróblewski?

Tak, tu mnie zaskoczyłeś. Artystą, który bardziej mnie inspirował w trakcie robienia kolaży był wyżej przez Ciebie wymieniony Bacon. Świadczy to tylko o tym, jak wybitnym był artystą Andrzej Wróblewski, którego twórczość była tak niejednoznaczna. Z prac Wróblewskiego najbardziej lubię abstrakcje z końca lat czterdziestych. Stał się on ważnym artystą dla paru pokoleń twórców, także tego najmłodszego.

Nie znalazłem żadnej Twojej pracy, na której pojawiłaby się więcej niż jedna postać. Czy samotność Ciebie interesuje od strony artystycznej, oczywiście?

Tak. Poprzez ostatnią serie prac, którą zrobiłem, chciałem przedstawić istotę jako jednostkę. Samotną, czasami śmieszną i odrażającą. Chciałem pokazać dziwność psychiczną i fizyczną istoty żywej, skomplikowaną maszynerię we wnętrzu jej organizmu. Sądzę, że samotność jest przypisana malarstwu, malarz jest sam przed obrazem. Inaczej niż we wszelkich działaniach, akcjach, happeningach, gdzie nierzadko konieczna jest obecność innych ludzi.

A życiowo – jesteś osobą towarzyską czy typem samotnika?

Chyba jestem typem samotnika.

 

TOP